Newsletter

Grupa MagazynyInternetowe

Online: 1001

Wyszukiwarka

Bezpieczeństwo w sieci

Te przeklęte aktualizacje

Te przeklęte aktualizacje Lepsze jest wrogiem dobrego, a jeśli coś działa, to nie należy tego ruszać? Osoby odpowiedzialne za aktualizacje programów chyba nigdy nie słyszały tych ludowych mądrości.

Marcin Kosedowski

Właśnie pobrałeś nowego Office'a i możesz czuć się dumnym posiadaczem najnowszej wersji pakietu. Wygląda ona identycznie jak poprzednia i zaczynasz odnosić wrażenie, że nieco przepłaciłeś wydając roczny budżet średniego województwa na aktualizację wszystkich pakietów biurowych w firmie, ale może zmiany czają się pod maską?

Odpowiedź na to pytanie niesie pierwszy e-mail od któregoś z zacofanych klientów: "proszę to zapisać w normalnym formacie". Okazało się, że Office nie jest kompatybilny z samym sobą, a aktualizacja oprogramowania przyniosła tylko kłopoty i dodatkowe koszty.

Wcale nie dotyczy to tylko Microsoftu. Przez ostatnie dwa lata moje Ubuntu nie sprawiało najmniejszego problemu. Aż do październikowej aktualizacji systemu. Po niej okazało się, że w głośnikach zamiast Björk słyszę R2-D2, a rozdzielczość za nic nie chce się zmienić z przedpotopowego 800 x 600 na jakąś cywilizowaną wartość. Piksele wielkości płyt chodnikowych nie wyglądają najlepiej, a producent karty graficznej nie dostarczył jeszcze sterowników do zaktualizowanego jądra, więc musiałem wybrać się do sklepu po nowy sprzęt. To wszystko dlatego, że korzystam z niszowego ATI, a kto by pomyślał, żeby przed wydaniem sprawdzić tak rzadko używany układ?

Na szczęście zanim doszedłem do sklepu premierę miały już cztery generacje kart graficznych, więc włożyłem do koszyka jedną z nich. Jakoś godzę się z tym, że tuż po zakupie, w czasie pakowania nowej karty do siatki, straciła ona pięćdziesiąt procent wartości. W tym samym czasie tylnymi drzwiami do sklepu wjechał nowy model, który zastąpi kupiony przeze mnie zabytek.

Po powrocie do domu czeka na mnie około czterech milionów e-maili z informacjami o zmianach w projektach wynikłych z nagłego rozwoju techniki. Między nimi rzuca się w oczy informacja od dostawcy sieci, że w ramach promocji sześciokrotnie podwyższył mi przepustowość łącza. Wspaniale, będę mógł jeszcze szybciej ściągnąć wszystkie aktualizacje, które pojawiły się w czasie, kiedy czytałem ten e-mail.

Badania pokazują, że 60% przepustowości sieci jest wykorzystywana przez YouTube, a 30% ruch P2P. To bzdura. Obciążenia sieci wynika z ciągłego pobierania aktualizacji. No, chyba, że producenci oprogramowania poszli w ślady Ubuntu i udostępniają poprawki na torrentach. A może jakaś nowa technologia wykorzystuje do tego YouTube?

Okienko informujące o tym, że zaktualizowana przeglądarka wymaga restartu, a Windows wyłączy się automatycznie za 59 minut i 17 sekund może irytować, ale spowoduje co najwyżej przerwę w pracy. O ile system wstanie.

Dużo gorsze są "aktualizacje" wykonywanych projektów. "Tam jednak nie będzie reklamy i trzeba wstawić coś innego", "trzeba to troszkę poprzestawiać, w załączniku lista" - wszyscy to znają. Jeśli w ogóle uda się otworzyć załącznik w tym nowym formacie to okaże się, że drobne zmiany oznaczają kolejny miesiąc na przystosowywaniu strony do IE6.

Tylko jak to możliwe, że mający około dwustu lat IE6 nie został jeszcze zaktualizowany?

10 grudnia 2009
Skomentuj
ten artykuł

Komentarzy: 2

Kod obrazkowy
(Kliknij, aby zmienić)
 
Przejdż do tego postu na forum środa, 16.12.2009 20:29Cya

A co z kolejnymi odsłonami IE? Kto znajdzie historię przeglądanych stron w ostatniej wersji, może sobie pogratulować. Mnie udało się to tylko raz i już tego wyczynu powtórzyć nie mogę. Taki to lepszy model...

Przejdż do tego postu na forum piątek, 11.12.2009 11:54pafflick

Świetny artykuł! Doskonale oddaje istotę problemu jakim są ciągłe aktualizacje. biggrin.gif
Sam w pracy korzystam z super wypaśnego programu do zarządzania sprzedażą (którego tak na marginesie wspominając design wykonania przypomina aplikacje sprzed dekady - stąd pewnie za ten styl retro cena licencji na jedno stanowisko jest pisana z trzema zerami) i tenże program z każdą kolejną aktualizacją staje się coraz głupszy i trudniejszy w obsłudze (czynność która wcześniej wymagała 3 kliknięć myszą, teraz wymaga 30 kliknięć), a do poprzednich wersji programu wrócić nie można.
A jeśli chodzi o Office'a 2007 to Microsoft przerósł chyba sam siebie...

Zobacz wszystkie komentarze »

Autor

Marcin Kosedowski

Marcin Kosedowski - programista i mimo wykształcenia typowo technicznego autor artykułów o tematyce dotyczącej Internetu i bezpieczeństwa w sieci. Hobbystycznie prowadzi bloga, na którym porusza sprawy związane z programowaniem i Internetem.

Adres bloga like-a-geek.jogger.pl

Artykuły tego autora:

Newsletter

Jesli chcesz być na bieżąco z tym co się dzieje na stronie magazynu INTERNET Maker zapisz się do naszego newslettera.