Newsletter

Grupa MagazynyInternetowe

Online: 923

Wyszukiwarka

Porównywarki cen, Zakupy w internecie

Kto zarabia na porównywarkach?

Kto zarabia na porównywarkach? W teorii na porównywarkach cen zyskują wszyscy. Klienci oszczędzają na zakupach, sprzedawcy pozyskują nowych klientów, a właściciele serwisu pobierają drobne prowizje. Rzeczywistość nie jest tak różowa.

Żeby przekonać się kto zyskuje, a kto traci przyjrzyjmy się ogólnej zasadzie działania większości porównywarek cenowych. Serwisy tego typu gromadzą informacje o produktach, które otrzymują z zewnętrznych sklepów internetowych – same niczego nie sprzedają.

Internauta po zadaniu zapytania otrzymuje listę produktów i porównanie cen w różnych sklepach, przechodzi na stronę z ofertą i kupuje najtańszy produkt. Tylko w teorii - częściej ucieka ze sklepu, bo cena okazuje się wyższa niż obiecana, a sklep wygląda jak zrobiony wyłącznie w celu oszukania klientów. W międzyczasie właściciel porównywarki nalicza sklepowi kilkugroszową prowizję.

Co się stało?

Przyjrzyjmy się temu procesowi dokładniej. Sprzedawcom powinno zależeć, żeby ceny były jak najniższe. W przeciwnym wypadku ich oferta będzie wyglądać nieatrakcyjnie w porównaniu z konkurencją. W związku z tym w rankingu wygrywać będą albo kiepskie serwisy, stworzone dla chwilowego zysku albo ci, którzy zaniżają ceny. Pendrive za 30,43 złotego wygląda lepiej niż ten sam model za 37. Porównywarka nie pokaże jednak, że koszt wysyłki pierwszego to 20 zł a drugiego - 9 zł. Ponadto drugą ofertę znajdziemy dopiero po przejrzeniu dwóch ekranów wyników, gdzie mało kto trafi.

Ceny w porównywarkach nie zawsze oddają całkowity koszt produktu. Ceny w porównywarkach nie zawsze oddają całkowity koszt produktu.

Częstą praktyką jest ponadto umieszczanie ofert produktów w okazyjnych cenach, ale niemożliwych do kupienia. Poszukujący okazji po wysłaniu zamówienia dowiaduje się, że przedmiot jest niedostępny, ale sprzedawca może zaoferować podobny model. Oczywiście w wyższej cenie. Oferta będzie więc tylko nic nie wartym dla kupującego wabikiem. Co więcej, właścicielom porównywarek wcale nie musi zależeć na zwalczaniu tego procederu – trzeba pamiętać, że zarabiają oni na przekierowaniu potencjalnego klienta do sklepu, a nie sfinalizowanej transakcji. Tylko od sklepu zależy co zrobi z tym ruchem.

Szeregowanie nie zawsze po cenie

Zwykle opłata ponoszona przez sklep to kilka lub kilkanaście groszy za przekierowanego użytkownika. W niektórych serwisach obowiązuje natomiast inny model. Zamiast szeregować artykuły po cenie, u góry umieszczane są te oferty, których sprzedawcy zgodzili się zapłacić więcej za kliknięcie. "W każdej chwili można ułożyć oferty według ceny, ale w praktyce robi tak tylko część odwiedzających" – zauważa Michał Jaskólski z Nokautu.

Domyślne kryterium szeregowania to nie zawsze cena, ale prowizja. Domyślne kryterium szeregowania to nie zawsze cena, ale prowizja.

Nie wszyscy konkurują ceną, ale opłata za wyższą pozycję nie jest jedynym sposobem na "alternatywny" zarobek. Najważniejszym powinna być wyższa jakość sklepu. Wystarczy przejrzeć kilka losowych ofert by przekonać się, że do jakości wiele im brakuje. Większość sklepów wygląda jakby była stworzona na podstawie gotowego szablonu w dziesięć minut, usability nie istnieje, a w dodatku nie budzą zaufania.

Kto zyska na obniżce?

W związku z tym pozostaje konkurencja samą ceną, której nie można obniżać w nieskończoność. Ceny hurtowe są podobne dla wszystkich małych podmiotów, więc można próbować obniżać własny zysk, a w ekstremalnych przypadkach przez jakiś czas dokładać do interesu w celu pozyskania klientów. Niestety takie podejście obarczone jest dużym ryzykiem – nikt nie może zagwarantować, że zdobyci klienci, którzy kierowali się najniższą ceną, nie odejdą do konkurencji. Po pewnym czasie w porównywarkach pojawi się bowiem ktoś, kto jest w stanie zagwarantować jeszcze niższe ceny na poczet przyszłego zysku...

W takim modelu kierunek zmiany cen byłby tylko jeden: w dół. Zyskiwaliby konsumenci i właściciele porównywarek, dla których każda wojna to większe prowizje, ale tylko przez jakiś czas. Takie sklepy szybko by upadły, a pozostali na rynku mogliby narzucać wysokie prowizje i odbić sobie straty z przeszłości.

Uwaga, oszust!

Mechanizm działania porównywarek premiuje bylejakość, nieustanne obniżanie cen i walkę między sklepami. Przyzwyczajenie klientów do sklepów, którym w normalnych warunkach nikt by nie zaufał może prowadzić do niebezpieczeństwa. Osoby skuszone niesamowitą ofertą mogą szybko dać się złapać w sidła oszustów.

Założenie sklepu na podstawie gotowego szablonu to kwestia kilku godzin pracy. Listę produktów można pobrać ze strony każdej hurtowni i szybko przekonwertować do formatu używanego przez porównywarki. Ponadto nie wszystkie weryfikują podane podczas rejestracji sklepu informacje, więc co kilka miesięcy słychać o kolejnym oszustwie kilkudziesięciu osób, którym nie dostarczono kupionego sprzętu, a sklep po prostu zniknął z sieci.

W ochronie mógłby pomóc system opinii, ale nowe sklepy powstają tak szybko i w tak dużych ilościach, że ich oceny dokonuje zwykle maksymalnie kilku użytkowników. W takich warunkach sfałszowanie opinii nie stanowi najmniejszego problemu.

Obiektywni eksperci?

Również recenzje produktów pozostawiają wiele do życzenia. Marketing szeptany w Internecie ogranicza się do płacenia za pozytywne komentarze na forach, blogach i właśnie porównywarkach. Z drugiej strony negatywne opinie często są odrzucane przez właścicieli serwisu, a w niektórych przypadkach usuwane na prośbę sklepu. Prowadzi to do sytuacji, w której zdecydowana większość komentarzy ma pozytywny wydźwięk, a szary klient nie wie o usuniętych lub nieopublikowanych opiniach. Tej sytuacji nie zmieniają nawet komentarze "ekspertów" (dostępne m.in. w Ceneo, Nokaucie i Skąpcu), które w rzeczywistości są informacjami prasowymi pochodzącymi od producentów sprzętu, a dostarczonymi przez jedną z agencji PR. Rozsądek każe zakładać, że nie zawsze będą one neutralne.

Proste znalezienie najniższej ceny w wiarygodnym sklepie przy pomocy porównywarek jest obecnie niemożliwe. Przeszkadza w tym podawanie zaniżonych cen, fałszowanie opinii oraz niedostateczna reakcja właścicieli samych porównywarek. Dla nich to się po prostu opłaca. Serwisy tego typu przydają się natomiast do znalezienia wiarygodnego dostawcy z akceptowalnym cennikiem i dokonania kolejnych zakupów bezpośrednio na jego stronie. Tylko po co korzystać z porównywarki jeśli już znaleźliśmy swój sklep?

26 listopada 2009

Powiązane publikacje

Porównywarki cen

Porównywarki cen

 
Skomentuj
ten artykuł

Komentarzy: 8

Kod obrazkowy
(Kliknij, aby zmienić)
 
Przejdż do tego postu na forum poniedziałek, 8.02.2010 09:15Rafał Irla

Zgadzam się z Maciejem z Ceneo, że artykuł wygląda na "dowód za wszelką cenę" , ale ...
1) tak jak Marlena Bhandari napisała.
Niestety integracja w Ceneo jest na tragicznym poziomie. WSZYSCY konkurenci radzą sobie z tym o niebo lepiej (m.in Nokaut, skąpiec, alejka, okazje, a nawet darmowy radar i onet).

2) Niestety czasem odnoszę wrażenie że ceneo jest stronnicze. Sytuacja z życia wzięta: Księgarnie.
-Pojawia się nowa książka na rynku (wszystkie duże księgarnie otrzymują tą informacje w tym samym czasie).
-Generujemy XMLa w tej samej chwili.
-Książka z innej dużej księgarni pojawia się w Ceneo następnego dnia, a nasza książka dopiero po kilku dniach.

Panie Macieju - jeśli chce Pan wyjaśnić ten temat to zapraszam do kontaktu. Mój mail kontaktowy jest w waszym panelu partnerskim (po moim nazwisku łatwo go możecie zlokalizować).

3) "bo nie mamy żadnego interesu w tym, aby przekierowywać użytkowników na nieaktualne oferty. " - Możliwe że bezpośredniego interesu nie macie, ale niestety nie poprawiacie tego.
Codzienna aktualizacja oferty by na pewno poprawiła sytuację.

Przejdż do tego postu na forum środa, 2.12.2009 14:54czarek

tekst jest jednoznacznie stronniczny. obiektywny artykuł powinien dostrzegać wady i zalety. proponuję autorowi robienie e-zakupów bez wykorzystania porównywarki to dostrzeże jej zalety. autor skupił się głownie na cenie. wyniki wyszukiwania przecież można filtrować również po ocenie, popularności itp. generalnie bije amatorką i wrogością.

Przejdż do tego postu na forum wtorek, 1.12.2009 18:08Maciej Ziemczonek, Ceneo.pl

Świetny przykład artykułu pisanego z tezą. Raczej nie analiza, bardziej dowód za wszelką cenę. Szkoda, że autor poszedł drogą wyciągania wniosków ogólnych na podstawie zdarzeń jeśli nie "jednostkowych", to na pewno nieczęstych. Szkoda też, że autor nie przyglądnął się dobrze porównywarkom, nie porozmawiał z właścicielami sklepów, nie zwrócił się do nas z prośbą o informację. Szkoda, że autor nie podpisał się nawet imieniem i nazwiskiem.

Marleno - zdajemy sobie sprawę, że dużo mamy jeszcze do zrobienia - np. przy integracji. Nam naprawdę zależy, aby ceny i oferta były aktualne - bo nie mamy żadnego interesu w tym, aby przekierowywać użytkowników na nieaktualne oferty.

Oczywiście, użytkownik porównywarek ma swoją charakterystykę. Tak jak swoją charakterystykę ma odzież w internecie. Jestem przekonany, że jest wielu ludzi w sieci, którzy po prostu sobie lubią pooglądać - ich także można znaleźć na porównywarkach cen. Zdajemy sobie też sprawę, że model CPC w niektórych branżach się nie do końca sprawdza - i na pewno tej sprawy nie zostawiliśmy.

W mojej ocenie osoby, które z taką zawziętością lansują tezę o tym, że na porównywarkach zarabiają tylko właściciele serwisów, wykazują wyraźny brak szacunku dla umiejętności ekonomicznych właścicieli sklepów. Zapewniam, że oni umieją odjąć koszty od przychodów i wiedzą, kiedy zarabiają, a kiedy nie.

Mam też trochę więcej optymizmu w patrzeniu w przyszłość - porównywarek cen, polskiego e-commerce - i także polskiego internetu. Zapraszam do dyskusji za rok.

Przejdż do tego postu na forum sobota, 28.11.2009 12:13tivo

Klient internetowy według autora artykułu: jołop, klikający w pierwszą od góry ofertę, nie odróżniający liczb, nie czytający zamówienia. W sumie można powiedzieć, że jest to bezwolna ofiara narzędzia internetowego, które za niego dokonuje - z gruntu niekorzystnych - zakupów.
Redaktor z PiS?

Przejdż do tego postu na forum piątek, 27.11.2009 00:55Marlena Bhandari

Jak się sprzedaje rowery elektryczne to może dostaje się "dobry ruch". Jak sprzedaje się perfumy, ciuchy, bieliznę to już niekoniecznie. My z nokautu czy ceneo mamy bounce rate ponad 50%. Czyli ponad połowa internautów klika naszą (czasem najtańszą) ofertę i wychodzi: kto to jest? konkurencja? ciekawscy? zboczeńcy co chcą obejrzeć bliżej babkę w staniku i majtkach? Jeszcze jednak obserwacja: klienci przychodzący z porównywarek są bardzo specyficzni - rzadko kiedy zakładają konto klienta w sklepie gdy już zdecydują się na zakup. Jednym słowem trudno o pozyskanie LOJALNEGO klienta z porównywarek. Bo przecież nie chodzi o pozyskanie klienta w ogóle, prawda? Jak wiadomo najcenniejszy jest klient lojalny a nie jednorazowy, który następnym razem i tak pójdzie "tam gdzie najtaniej" a nie tam, gdzie najwyższy poziom obsługi, tańsza przesyłka i gratisy w paczce.

Nieaktualność oferty to wina porównywarek, które nie aktualizują ofert sklepów na bieżąco. Krew mnie zalewa jak patrzę na mój plik XML i widzę tam przez 2 dni jak byk wszystkie nowości, a w porównywarce mija tydzień zanim się pojawią. Podobnie z towarami wyczerpanymi: mija tydzień zanim porównywarka raczy zdjąć ze strony produkty wyprzedane, albo uaktualnić promocję cenową, która minęła ładnych parę dni temu. A my oczywiście płacimy za przekliki do... ofert których w sprzedaży już dawno nie mamy. Fajnie,co? Ale kogo to obchodzi! Porównywarka swoje zarobiła, czyż nie? Jedynie jakoś radar.pl (darmowy zresztą) radzi sobie z aktualizacją naszych ofert niemal w czasie rzeczywistym. Co do kupowania opinii to skala jest znaczna, ponieważ kilka razy w miesiącu otrzymujemy maile o "współpracy" z pisaczami opinii. Ceny już od 300 zł miesięcznie biggrin.gif

Moim zdaniem porównywarki mają swoje najlepsze czasy za sobą. W roku 2010 umocni się social media marketing. Zgadzam się z Wojtkiem Kyciakiem, który porównywarki nazwał wyniszczarkami. Kto zarabia na porównywarkach? Odpowiedź nasuwa się sama: najwięcej zarabiają na porównywarkach właściciele tych serwisów. biggrin.gif

Przejdż do tego postu na forum czwartek, 26.11.2009 22:46Marwin88

Zgodnie z moimi doświadczeniami jako kupujący i sprzedający nie mogę zgodzić się z autorem tego tekstu. Porównywarki cen pomimo sporadycznych wpadek potrafią i są bardzo pomocne dla klientów i sprzedających.

Przejdż do tego postu na forum czwartek, 26.11.2009 20:08sklep.rowery-elektryczne.pl

Połowa txt to jakieś niepotwierdzone badaniami bzdury. Porównywarki są najefektywniejszym kanałem dla sklepów, opłaca się płacić za dobry ruch, żadne programy partnerskie itp. O modelu Nokautu wiadomo otwarcie, czy tak nie działa przypadkiem Adwords? Skala kupowania opinii to promile. "Porównywarki jednym z elementów które działają w polskim ecommerce" - to zdanie Tomka Karwatki. Czasem mają gorszą jakość, ale przy tej skali są wybawieniem dla sklepów. Chciałbym wiedzieć, kto to pisał i czy ma sklep, samo czytanie Wykopu nie wystarcza by pisać takie txty. Czy nie o obniżkę cen dla klientów chodzi? Przecież porównywarki mają info o kosztach dostawy (na pewno ma Ceneo).

Przejdż do tego postu na forum czwartek, 26.11.2009 20:02test

test

Zobacz wszystkie komentarze »